Nauka czasów w języku angielskim dla wzrokowców

Anna Szpyt jest trenerem-szkoleniowcem i lektorem języka angielskiego. W życiu codziennym uczy innych w jaki sposób pracować efektywnie, zarządzać czasem, być produktywnymi i bezboleśnie uczyć się języka angielskiego.

Po założeniu firmy szkoleniowej Blue Wings rozpoczęła też pracę nad dwoma blogami o tej samej nazwie i kanałem youtube o tematyce rozwoju osobistego i efektywnej nauki. W wolnym czasie praktykuje to, do czego zachęca innych – przełamywanie barier. Kocha więc uprawiać sporty ekstremalne i latać szybowcami.

Opis

Książka występuje w wersji papierowej i elektronicznej (ebook).

Kliknij po więcej informacji o książce

 

fragment:

Wstęp

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.

– ALBERT EINSTEIN

 

Jednym z największych problemów, z jakimi idzie nam się mierzyć przy nauce języka angielskiego, jest liczba czasów, które musimy poznać. Z perspektywy Polaka opanowanie kilku czy nawet kilkunastu struktur gramatycznych jest, delikatnie ujmując, kłopotliwe. Wszak my (tak przynajmniej sądzimy) posługujemy się jednym przeszłym, jednym przyszłym i jednym teraźniejszym  czasem, trudno nam więc przyjąć zasady języka angielskiego.

Sytuacja jest jeszcze prosta, gdy mamy podaną strukturę konkretnego czasu (np. „wstaw have/has + III formę czasownika”) i naszym zadaniem jest uzupełnienie luki czasownikami, stosując się do tych właśnie zasad. Schody zaczynają się, gdy pojawia się konkretna sytuacja (w życiu realnym, w mowie) i musimy zdecydować, której z tych wszystkich struktur użyć. Po czym poznać, który czas będzie najbardziej adekwatny?

Nasz własny wewnętrzny krytyk nie ułatwia nam przy tym życia. Boimy się nawet otworzyć usta w przekonaniu, że popełnimy błąd i wyjdziemy na niekompetentnych. W szkole „prześlizgujemy się” między tematami i gdy któregoś nie rozumiemy, liczymy, że nauczyciel szybko przejdzie do kolejnego działu i więcej do niego nie wróci. W kilkunastoosobowej grupie nietrudno o to, by nie zostać nakrytym na brakach.

Co się zaś tyczy mowy: kto w naszym systemie edukacyjnym pozwoli w czasie 45 minut lekcji wypowiedzieć się w obcym języku? W końcu “trzeba zrealizować materiał”.

jak tu się nauczyć mówić bez mówienia, gdy brak czasu, narzędzi i chęci? Cóż nam z linearnych notatek i kucia na blachę regułek z myślnikami, gdy nijak się one mają do realnych życiowych sytuacji? Wszystkie podpunkty wyglądają identycznie, a nikt nas w szkole nie nauczył, jak identyfikować okoliczności, w których dany czas mógłby się okazać użyteczny.

Gdy masz młotek, wszystko dookoła wygląda jak gwóźdź, a skutki są zwykle opłakane.

Sprawdźmy więc, jakie jeszcze narzędzia mamy w skrzynce :).

Czym jest bariera językowa

Lepiej milczeć i być uważanym za głupca niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.

— ANONIM

 

“Wyjdę na idiotę”.

“Już to powinienem wiedzieć. Oni to wiedzą, ja to wiem, będzie wstyd”.

“To było, znam to, kojarzę. Nie pamiętam!”.

Znasz te teksty? Średnio trzech na czterech kursantów (a niemała ich liczba wyfrunęła spod moich skrzydeł) przyznaje mi się na początku współpracy, że cierpi na barierę językową. Boją się mówić i nie wiedzą, jak “uporządkować gramatykę”.

Z mojego doświadczenia wynika, że na barierę językową składają się zwykle dwa elementy: blokada psychologiczna i brak narzędzi językowych. Nim opanujemy te drugie i powiemy sobie, jak efektywnie uczyć się czasów, zatrzymajmy się chwilę przy czymś, z czym tylko Wy możecie się uporać (z moją niewielką pomocą) – obawie przed zrobieniem z siebie głupka.

Jeden z największych lęków, jakie dzielimy, to lęk przed odrzuceniem. Boimy się, że nie będziemy spełniać ogólnie przyjętych standardów, będziemy gorsi, zostaniemy skarceni, skrytykowani i wyśmiani. Nie musi to nawet wynikać z negatywnych doświadczeń z nader wymagającym nauczycielem. Wszyscy się z tym rodzimy i jest to element ludzkiej natury, który ma służyć ochronie naszego ego. Krytykę innych kojarzymy z bólem, chcemy go sobie oszczędzić, więc po co w ogóle wystawiać się na strzał? Lepiej w ogóle nic nie mówić.

Wychodzimy z założenia, że ocena innych jest prawdziwa i że jeśli ktoś skategoryzuje nas jako niekompetentnych, to prawdopodobnie będzie miał rację. Co więc z tym fantem robić?

Po pierwsze, uświadomić sobie, że błąd językowy jest tylko błędem językowym. Nie świadczy o naszym ogólnym poziomie językowym, a już na pewno nie o naszych ogólnych kompetencjach czy ilorazie inteligencji. Tak jak jedna stłuczona szklanka nie robi z nas fajtłapy, tak i błąd językowy nie czyni z nas głupca.

Po drugie, nie bądźmy wobec siebie bardziej krytyczni aniżeli jesteśmy wobec innych. Gdyby na ulicy podszedł do nas Brytyjczyk i próbował spytać o drogę, używając przy tym języka polskiego (i kalecząc go niemiłosiernie), zdecydowana większość doceniłaby jego starania i wysiłek, jaki włożył w naukę. I nie pomyślelibyśmy o nim jak o idiocie. Dlaczego więc mamy wydawać taki surowy osąd wobec siebie?

Angielski jest prostszy i powszechniejszy od polskiego, powiecie. Zgoda. A gdyby to ktoś, kogo podziwiacie za intelekt w jakiejś sferze naukowej, popełniał błędy – czy i o nim pomyślelibyście tak krytycznie? Pamiętajcie: Wasze błędy językowe nie mają nic wspólnego z Waszą wartością jako osoby czy z Waszym ilorazem inteligencji.

Po trzecie, być może zostaliście w przeszłości wyśmiani bądź skrytykowani przez nauczyciela angielskiego (sama niedawno słyszałam o podobnym przypadku). Tutaj sprawa jest prosta: rolą nauczyciela jest poprawiać błędy i naprowadzać na właściwy sposób wypowiadania się. Dopóki jest wysiłek i uwaga ucznia (kluczowe czynniki), nawet jeśli nie zawsze przynoszą efekty, wkład ten powinien zostać doceniony. Jeżeli ktoś nadużywa kompetencji i dołuje kursanta mimo jego starań, to może należałoby rozważyć zmianę zawodu. Tłamszenie uczniów (podnoszenie własnej samooceny kosztem osoby mniej zorientowanej w temacie) jest problemem zakompleksionego nauczyciela, nie Waszym. Nie dajcie się 🙂

(…)”

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.