Mapowanie Celów

„Dlaczego niektórzy odnoszą dużo większe sukcesy niż inni?”. To nurtujące pytanie zainspirowało Briana Mayne do opracowania systemu Mapowania Celów.

Mapowanie Celów to sprawdzona, przetestowana i popularna metoda wyznaczania i osiągania celów w każdej dziedzinie życia, przy pracy nad każdego rodzaju przedsięwzięciem, zarówno indywidualnym, jak i zbiorowym. Technika Mapowania Celów opracowana przez Briana Mayne w 1995 roku odniosła spektakularny sukces – zarówno na polu biznesowym, jak i edukacyjnym oraz w wielu innych dziedzinach.

Opis

Książka dostępna w formie papierowej i elektronicznej (ebook) – 302 strony

 

Kliknij po więcej informacji o książce

 

fragment:

Przedmowa

Informacje zawarte na kolejnych stronach pomogły tysiącom ludzi poprawić swoje życie i spełnić marzenia. Być może jednym z najbardziej zdumiewających faktów dotyczących tej książki jest to, że w ogóle udało mi się ją napisać. W wieku 29 lat nie potrafiłem porządnie czytać i pisać. W wyniku dziwacznego zbiegu okoliczności odkryłem coś, co całkowicie zmieniło każdy aspekt mojego życia.

Pozwól, że podzielę się z Tobą moją historią. Urodziłem się w wędrownej rodzinie związanej z wesołym miasteczkiem. Gdy dorastałem, trzy razy w roku przenosiliśmy się – z Wyspy Wight, gdzie ojciec pracował latem, do wozu, którym podróżowaliśmy od jednego wesołego miasteczka do drugiego, a potem w pobliże lotniska Heathrow, niedaleko miejsca, gdzie parkowaliśmy wóz na zimę.

Ponieważ mieszkałem w tych trzech domach, miałem trzy grupy znajomych, trzy różne spojrzenia na życie i co najmniej dwie (czasami trzy) różne szkoły. Terminy naszych przeprowadzek często powodowały, że pojawiałem się w nowej szkole w trakcie trwania egzaminów próbnych. Nauczyciele zwykle uważali, że byłbym pokrzywdzony, gdybym musiał pisać egzamin bez przygotowania, a ponieważ kilka miesięcy później znów się przeprowadzaliśmy, zawsze kończyło się na tym, że wysyłano
mnie na tymczasowe przedmioty dodatkowe, jak stolarstwo czy metaloplastyka. Często miałem aż 15 lekcji jednego z tych dwóch przedmiotów w tygodniu i całkiem nieźle ich się nauczyłem. Nie posuwałem się jednak do przodu w dziedzinie czytania, pisania czy arytmetyki. Mam dysleksję, więc prawidłowa pisownia sprawiała mi szczególną trudność. Niektórzy nauczyciele naprawdę się starali, a rodzice opłacali mi prywatne lekcje, ale po prostu mi nie szło.

W wieku 14 lat miałem ogromne zaległości, więc tak długo wierciłem ojcu dziurę w brzuchu, aż pozwolił mi rzucić szkołę. W tamtych czasach normą wśród dzieci z wesołych miasteczek było wczesne porzucanie szkoły. Ogólnie panowało nastawienie: „Jeżeli umiesz czytać i pisać i choć trochę się orientujesz, to wystarczy”. Nadeszła pora nauki życia.

Myślałem, że pełnoetatowa praca z ojcem zamiast chodzenia do szkoły to świetny pomysł. Poniekąd racja, ale to była jednak głupota. Jest takie powiedzenie: „Organ nieużywany obumiera”. Nigdy nie umiałem zbyt dobrze czytać czy pisać. Gdy rzuciłem szkołę i przestałem ćwiczyć moje skromne umiejętności, kompletnie je utraciłem. W wieku 18 lat tak kiepsko czytałem i pisałem, że nie byłem w stanie wypełniać formularzy, pisać kartek czy wypisywać czeków bez pomocy.

Byłem jednak zdeterminowany, by mimo to poradzić sobie w życiu. Starałem się więc rozszerzać biznes rodzinny, opierając się na sukcesie ojca. Gdy miałem 19 lat, otworzyłem dyskotekę i zostałem najmłodszym właścicielem koncesji w kraju. Z pomocą mojego brata George’a zbudowałem firmę, odniosłem niezły sukces i pozostałem w branży klubowej przez 12 lat.

Na początku lat 90. zaszły dramatyczne zmiany. Dyskoteki ustąpiły miejsca kulturze rave, brytyjska gospodarka pogrążyła się w recesji, a ja podjąłem kilka niefortunnych decyzji biznesowych. W krótkim czasie straciłem wszystko: firmę, dom, większość dobytku. Na koniec rozpadło się moje małżeństwo.

Wprowadziłem się z powrotem do rodziców, zarejestrowałem się jako bezrobotny, a rodzinna firma przeszła pod zarząd przymusowy z niemal milionem funtów długu. Trudno mi było sobie z tym poradzić i wpadłem w depresję. Nie wydawało się możliwe, bym znów stanął na własnych nogach. Rodzina została bez grosza, a nad rodzicami zawisło widmo eksmisji, ponieważ wyglądało na to, że dom zostanie im odebrany. Nie miałem udokumentowanych kwalifikacji ani poważnego doświadczenia zawodowego, więc nie bardzo miałem czym zapełnić swoje CV.

Patrząc z perspektywy czasu, uważam, że wówczas miałem dużo szczęścia. Próbując dorobić, zatrudniłem się w firmie handlowej. Tam poznałem człowieka, który pomógł odmienić moje życie. Nazywał się Mike Rosewarne i był nauczycielem rozwoju osobistego. Kierował się prostym przesłaniem: „Jeżeli myślisz, że dasz radę – dasz radę. Jeżeli myślisz, że nie dasz rady – nie dasz rady. W obu przypadkach masz rację”.

Słyszałem tę myśl wielokrotnie, podobnie jak zapewne większość czytelników. To stara prawda. Jednak tym razem usłyszałem ją, gdy szukałem odpowiedzi, więc mój umysł był otwarty. Pomysł, że mogę poprawić swoje życie dzięki zmianie myślenia, zainspirował mnie i podniósł na duchu. Zasługą Mike’a było poparcie tej tezy naukowymi dowodami, które brzmiały sensownie i wzmacniały przekaz.

Dowiedziałem się, że każdy z nas ma miliardy komórek nerwowych wyposażonych w „ramiona” zwane dendrytami. Każdy z dendrytów jest oddzielony od pozostałych tzw. szczeliną synaptyczną. Gdy myślimy, w centrum dendrytu (w jądrze komórkowym) powstaje impuls, który przemieszcza się wzdłuż dendrytu, próbując nawiązać kontakt z innymi dendrytami, a myśl wydostaje się na zewnątrz i tworzy wzorzec zrozumienia, tzw. tok myśli.

Jeżeli myśl jest pozytywna – myśl dotycząca nas samych, naszego życia lub przeżywanych przez nas sytuacji – pozytywny impuls powoduje wydzielanie z końcówki „ramienia” dendrytu substancji zwanej serotoniną. Serotonina daje nam uczucie szczęścia i dobrego samopoczucia. Działa także jako łącznik, przerzucając most nad szczeliną synaptyczną i pozwalając myśli na kontynuowanie jej podróży.

Jeżeli jednak myśl jest negatywna, powoduje wydzielanie substancji zwanej kortyzolem, wywołującej uczucie smutku i przygnębienia. Działa również jak izolator, skutecznie blokując lub ograniczając swobodny przepływ myśli.

Myślenie potrafię powoduje uwalnianie substancji chemicznych i tworzenie połączeń nerwowych, które dają „synergię myśli” i narodziny pomysłów i odpowiedzi. Myślenie nie potrafię blokuje swobodny przepływ myśli, w wyniku czego widzimy coraz więcej problemów i powodów, by się poddać.

Po krótkim wahaniu i zmaganiu się z oporem własnego ego, spowodowanym wrażeniem, że ta koncepcja jest zbyt prosta, dogadałem się sam ze sobą i postanowiłem, że zacznę myśleć potrafię w każdej życiowej sytuacji. W pełni skoncentrowałem się na moim celu głównym – przeświadczeniu, że uda mi się pokonać dysleksję i nauczyć się dobrze czytać i pisać. Zajęło mi to rok.

By osiągnąć ten cel, nie wróciłem do szkoły ani nie poszedłem na kursy wieczorowe. Kluczem było budowanie wiary w to, że potrafię, i ćwiczenie tych umiejętności, gdy tylko było to możliwe. Powoli coraz lepiej radziłem sobie ze słowami. W ciągu półtora roku samodzielnie nauczyłem się szybkiego czytania.

Przeszedłem ogromną zmianę. Trudno opisać to wspaniałe uczucie, towarzyszące mi, gdy odkryłem, że potrafię się uczyć, mimo że nie byłem już najmłodszy. Dało mi ono nadzieję na przyszłość i znacznie podniosło moją samoocenę. Nawet w czasach, gdy mój klub nocny świetnie prosperował, tak naprawdę zawsze czułem się gorszy od innych ludzi. Sądziłem, że brak umiejętności czytania i pisania powoduje, że inni są lepsi ode mnie. Że ja jestem gorszy.

Zdobywanie tych umiejętności było jak dostanie klucza, by wydostać się z więzienia. Zawładnęła mną pasja czytania i głód wiedzy. Pochłaniałem co najmniej jedną książkę tygodniowo. Czułem tak wielką wdzięczność za ten nowy dar czytania i pisania, że postanowiłem skupić się podczas czytania na dziedzinach, które najbardziej mi pomogły – na rozwoju osobistym i samodoskonaleniu. Zafascynowały mnie mózg i umysł oraz sposoby na wspieranie ich rozwoju tak, by dało się zmaksymalizować własny potencjał.

Wszystko, czego się uczyłem, stosowałem na sobie, a potem dzieliłem się tym z przyjaciółmi. Każdy aspekt mojego życia zaczął nabierać rumieńców. Postęp najłatwiej było mi zmierzyć w pracy. Moje wyniki poszybowały w górę. Wiele osób pytało, co robię, by osiągnąć poprawę, więc powoli zacząłem publicznie prezentować swoje metody.

Stąd był już tylko mały krok do prowadzenia regularnych „programów osobistego przywództwa”, podczas których mogłem dzielić się pomysłami, które tak bardzo zmieniły moje życie. Przede wszystkim chciałem się podzielić wspaniałą techniką, którą sam opracowałem i która pomoże ludziom sięgać po prawdziwą magię w życiu: Mapowanie Celów.

Obecnie dzielę się tą metodą na realizację marzeń i ambicji z dziesiątkami tysięcy ludzi na całym świecie, zarówno podczas wydarzeń firmowych, jak i ogólnodostępnych.

Mam ogromną przyjemność podzielić się z czytelnikami Mapowaniem Celów i zasadami sukcesu. Oby ta książka pomogła Wam osiągnąć to, czego naprawdę pragniecie.

Życzę Wam miłości, światła i śmiechu.

Brian Mayne

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.