sukces

Co wspólnego ma „pakowanie” na siłowni z bogaceniem się?


Autorem artykułu jest Tobiasz Maliński

Zarówno rzeźbienie ciała jak i dochodzenie do bogactwa stanowią pewne cele, do których wiele osób nieustannie dąży. Ci ludzie, którzy już osiągnęli jeden z tych celów, przyznają mi rację, że te dwie z pozoru odrębne drogi osiągania sukcesu mają ze sobą wiele wspólnego.

Zarówno rzeźbienie ciała jak i dochodzenie do bogactwa stanowią pewne cele, do których wiele osób nieustannie dąży. Ci ludzie, którzy już osiągnęli jeden z tych celów, przyznają mi rację, że te dwie z pozoru odrębne drogi osiągania sukcesu mają ze sobą wiele wspólnego.

Dawno, dawno temu (byłem jeszcze w podstawówce) chciałem zająć się ćwiczeniami siłowymi po to, żeby w przyszłości nie wyglądać ani jak chudzielec, ani tym bardziej jak pulchny grubasek tylko móc być zadowolonym ze swojego ciała. Początki były dość trudne, ponieważ kilkukrotnie zaczynałem ćwiczenia, ale z powodu braku dostatecznej motywacji cały mój wysiłek spełzał na niczym. Czytaj dalej …

Jak zbudować swój sukces?


Autorem artykułu jest Joanna Wiejak

Czy nasz sukces zostanie zauważony?

To, jak postrzegamy sukces zależy od naszych marzeń, aspiracji i celów. Ale nie tylko. Zależy również od wymagań stawianych nam przez otoczenie i obowiązujących w naszym środowisku pewnych wzorców sukcesu.

Miernikiem osiągnięcia sukcesu dla jednych będzie prestiż i popularność. Dla innych sięgnięcie po puchar, nagrody, zdobycie szczytów. Jedni uzależnią to od ceny sukcesu, którą musieli zapłacić po drodze, dla niektórych ważne będą aspekty moralne, a inni nie będą przejmować się nimi wcale, stosując strategię: nie ważne, czy po trupach, ważne, że prosto do celu.

Ale nasz sukces uznajemy tak naprawdę dopiero wtedy, gdy zauważą go inni. Bo, czy zauważamy, że jesteśmy zdrowi? Że mamy przyjaciół i rodzinę? Czytaj dalej …

Truskawkowy Milioner

Autorem ebooka jest ROBERT MAICHER

Tak, Ty też możesz być bogaty,
jeśli dasz mi 7 minut swojego czasu…

Nazywam się Robert Maicher. Mam 26 lat i jestem milionerem. Chcę Ci opowiedzieć, w jaki sposób z biednego chłopaka zmieniłem się w bogatego człowieka i pracuję tylko dlatego, że uwielbiam to robić.

Jeszcze kilka lat temu, jedyne co wiązało mnie z dużymi pieniędzmi to było tylko ogromne pragnienie ich posiadania. Ciężko pracowałem przez całe dnie, ale moja sytuacja finansowa była beznadziejna. Pieniędzy starczało mi jedynie na podstawowe potrzeby a i to tylko dzięki temu, że mieszkałem z rodzicami.

Życie mnie nie rozpieszczało. Pochodziłem z biednej rodziny, która mieszkała w małej wiosce – bez żadnych perspektyw na lepszą przyszłość. Mój pierwszy biznes okazał się totalną klęską finansową. Drugi zakończył się straszną awanturą, której sprawcą okazał się dyrektor miejscowej szkoły. Potem wcale nie było lepiej. Próbowałem mnóstwa różnych rzeczy, za każdym razem całym sercem angażowałem się w kolejne przedsięwzięcia – i ciągle nic.

Pracowałem na farmie truskawek
klęcząc czasami po 13 godzin…

Dorabiałem na budowach, innym razem sprzedawałem kwiaty, by zarobić na jedzenie…

Gdy miałem 21 lat sytuacja rodzinna zmusiła mnie do podjęcia radykalnych działań. Moi bracia wyjechali za granicę do pracy, a ja musiałem pomagać ojcu na roli, przez co nie miałem żadnej możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy.

Miałem przystawiony pistolet do głowy: albo w końcu coś wymyślę i zacznę zarabiać prawdziwe pieniądze, albo za pół roku, gdy będę chciał zaprosić jakąś dziewczynę do kina, będę musiał iść po pieniądze do mamy. Jestem pewien, że nie odmówiłaby mi, ale ja nie chciałem tak żyć.

Zdesperowany, zacząłem surfować po Sieci w poszukiwaniu jakiegoś rozwiązania. W końcu odkryłem nowatorski sposób zarabiania. Za swoje ostatnie oszczędności kupiłem domenę, zrobiłem porządną stronę WWW i wtedy zaczęło się. Niespodziewanie, z miesiąca na miesiąc moja sytuacja naprawdę zaczęła się polepszać. Na moje konto wpływało coraz więcej pieniędzy. Byłem na prostej drodze do bogactwa. I nagle wszystko się skończyło. Firma, z którą nawiązałem tę dochodową współpracę zerwała umowę i przestała wypłacać mi pieniądze. Prysły marzenia, a ja się załamałem.

I wtedy zaryzykowałem – zdesperowany, zrobiłem jeden krok, który całkowicie odwrócił moją sytuację. Najciekawsze jest to, że nigdy bym go nie zrobił, gdyby nie niedawna klęska. Moja porażka okazała się ostatecznie błogosławieństwem i największą okazją w życiu. Dzięki temu obecnie doskonale mi się powodzi, a to dopiero początek moich sukcesów.

Dlaczego opowiadam Ci tę historię?

Napisałem książkę, w której dokładnie opisuję, jak stałem się milionerem. Szczerze odkrywam swoje porażki i błędy na drodze do wymarzonych pieniędzy. Lekcje, jakie dało mi życie mogą stać się dla Ciebie inspiracją do znalezienia Twojej drogi do pierwszego miliona. Na 151 stronach zamieściłem praktyczne i sprawdzone porady, które pomogą Ci w szybkim osiągnięciu zamierzonego celu.

Jeśli w tym momencie wygrałbyś milion dolarów,
czy nadal robiłbyś dokładnie to samo co robisz?

Powyższe pytanie może okazać się kluczowe dla zmiany Twojego myślenia w kwestiach finansowych. Większość z nas, niestety, nigdy nie zadaje sobie jednak podobnych pytań. Dlaczego jest to takie istotne? Przede wszystkim musimy zauważyć, że pojęcie praca oraz pieniądze nie są sobie równoważne. Niektórzy mówią „Szukam pracy”, a tak naprawdę mają oni na myśli „Szukam pieniędzy”.

Więcej o ebooku przeczytasz TUTAJ


Spirala Bogactwa

Autorem ebooka jest ANDRZEJ KUSIOR

Co odróżnia ludzi sukcesu od reszty?

Na początku XX wieku ilość milionerów tylko w samych Stanach Zjednoczonych przekraczała liczbę 1000 osób. Jeśli uwzględnić inflację, to wielu z nich byłoby odpowiednikami dzisiejszych miliarderów.

Kiedy młody wówczas Napoleon Hill na zlecenie najbogatszego wtedy człowieka na świecie, Andrew Carnegiego, zajął się badaniem, czym ci ludzie różnili się od pozostałych, to okazało się, że trafił na ciekawy problem. Hill postanowił, że poświęci swoje życie, aby odkryć, dokładnie zbadać i przedstawić szerszej publiczności ten problem. Jeszcze przed nim tematyką tą zajmował się również Wallace D. Wattles. Ich spostrzeżenia dały początek kolejnym badaniom.

Cóż takiego ciekawego zauważyli?

Otóż najbogatsi nie różnili się od pozostałych ani fizycznie, ani wiedzą związaną z jakimś specyficznym wykształceniem. Mało tego, do ogromnych fortun dochodzili często również ludzie z najniższych warstw społecznych, bez żadnego lub z niewielkim wykształceniem. Na pierwszy rzut oka nie było widać jakiejś szczególnej różnicy. Hill potrzebował tysięcy godzin rozmów z najbogatszymi ludźmi świata, aby zacząć sobie coś uświadamiać.

Po zjeżdżeniu całego kraju i poznaniu większości bogaczy w Ameryce. Młody badacz powoli
zaczął sobie uświadamiać że to, co kryje się za sukcesem wszystkich tych bogatych ludzi, to
jeden niezmienny czynnik. Jest on wspólny dla wszystkich i bez niego żaden bogacz nie byłby bogaczem.

Tym czynnikiem jest myślenie i specyficzny stan umysłu ludzi sukcesu

Oczywiście samo myślenie nic nie da, potrzebna jest jeszcze determinacja i chęć do działania. Jednak jeśli nie masz odpowiedniego podejścia i właściwego stanu umysłu do osiągania sukcesów, to możesz zapracować się na śmierć i nigdy nic nie osiągnąć. Przypomnij sobie tych wszystkich ciężko pracujących ludzi, których znasz. Wielu z nich ciężko pracuje po kilkanaście godzin dziennie, ale czy są bogaci?

Czy osiągnęli sukces, skoro tak ciężko pracują?

Przejdźmy teraz, do ludzi którzy już osiągnęli sukces. Mam na myśli wielkich sportowców, przedsiębiorców czy gwiazdy filmowe. Jak na pewno już kiedyś zauważyłeś można ich podzielić na dwie grupy

Grupa 1

W tej grupie znajdują się ludzie sukcesu krótkotrwałego. Są to osoby, które mimo tego, że teraz są sławne czy bogate, to prędzej czy później, i tak stracą to wszytko w wyniku jakiś swoich nieprzemyślanych działań. Po prostu oni nie mają odpowiedniego stanu umysłu, aby być bogatym i to utrzymać. Należą do nich osoby, które wygrały w Totolotka, tylko po to, aby za 10 lat znowu klepać biedę.

Grupa 2

W drugiej grupie znajdują się osoby, które osiągnęły długotrwały sukces. Mają rożne osiągnięcia, ale łączy ich bardzo podobny sposób myślenia. Wielu z nich do dziś jest sławnych i będzie zawsze pamiętanych. Chodzi mi tutaj o takie osoby jak Henry Ford. Niezależnie co się działo i jakie przeciwności napotykał, to zawsze pozostawał człowiekiem sukcesu.

W swoim otoczeniu, w środowisku, w którym się obracasz, również znajdziesz ludzi podobnych do tych z obu grup. Oczywiście nie muszą to być bardzo sławni ludzie z pierwszych stron gazet czy zwycięzcy Totolotka. Mogą to być zwykli przedsiębiorcy lub koledzy ze studiów.

Więcej o ebooku Spirala Bogactwa dowiesz się na stronach wydawnictwa

Możesz też ściągnąć fragment ebooka Spirala Bogactwa w formacie PDF

Szewc bez butów chodzi, rozważania nt. kursu na sukces

Autorem artykułu jest Beata Markowska

Znam to stare powiedzenie, że szewc bez butów chodzi, ale nie daje mi spokoju pytanie: jak to jest, że ludzie którzy uczą mnie jak osiągnąć szczęście i finansową prosperitę wcale nie są krezusami. Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu i mam co do tego różne koncepcje.
Pierwsza teoria: może ich własne bloki i ograniczenia uniemożliwiają im skorzystanie z wiedzy, którą posiadają. Kończąc pisać to zdanie spływa na mnie olśnienie, że skoro trafiłem na ich warsztaty, to znaczy że ja sam takie bloki posiadam. Innymi słowy, pozwalam sobie na skorzystanie z pewnej wiedzy, jednak nie pozwalam sobie na życie w obfitości. Gdybym był gotów na życie w obfitości to: a) trafiłbym do ludzi, którzy pokazaliby mi jak to osiągnąć b) trafiłbym do ludzi, którzy sami korzystają z obfitości. Fajnie, że się czegoś dowiedziałem o sobie, tylko co teraz zrobić z tą wiedzą?

A wracając do głównego wątku: czy można nauczać czegoś, co samemu znamy tylko z teorii? „Zróbcie tak, a tak a osiągniecie sukces” Ileż razy słyszałem takie lub inne porady. Od razu nasuwało mi się pytanie „Dlaczego sam tak nie zrobisz?” Przypominały mi się wróżki, które reklamują, że potrafią podać szczęśliwe numery totolotka. Czemu same sobie nie powróżą, wygrają milion lub dwa, po czym żyją w szczęściu? No właśnie..
Jednak spotkałem w moim życiu kilku trenerów, którzy realizują w życiu propagowane idee. I żyją w obfitości. Tylko, że jest ich zdecydowana mniejszość.. Ale nie ustaję w poszukiwaniach. Może też kiedy wzrośnie moja świadomość finansowa, a raczej pojawi się zgoda na to aby zarabiać dużo i to zarabiać z łatwością – wtedy pewnie samoistnie trafię na takie szkolenia, gdzie prowadzący będą moim strzałem w dziesiątkę. Czytaj dalej …

Rozwój osobisty – dyskomfort i panika

Autorem artykułu jest Mariusz Kapusta


Na mojej stronie piszę nt. rozwoju osobistego i efektywności osobistej. Jakiś czas temu spotkałem się z pewnym modelem, który uważam za bardzo użyteczny i chcę się nim dzisiaj podzielić.

Obrazek

Jak każdy model wymaga dostosowania do indywidualnej sytuacji, ale warto. Co on opisuje? Otóż każdy człowiek posiada pewną strefę wpływu, w której czuje się dobrze i bezpiecznie. To jest właśnie strefa komfortu. Obejmuje ona wszystkie umiejętności i nawyki, które człowiek posiada i które potrafi bez żadnego wysiłku zastosować. Dla każdego z nas zakres tej strefy jest różny, bo wynika z różnych doświadczeń, które mieliśmy do tej pory. Dodatkowo strefa ta odnosi się do poszczególnych umiejętności, które posiadamy. Np. czuję się świetnie prowadząc szkolenie przed grupą stu osób, ale zaśpiewanie przed tą samą grupą stanowi poważniejszy problem (niekoniecznie dla mnie, prędzej dla grupy ; ) ale jednak).

Cała zabawa polega na tym, żeby swoją strefę komfortu stale poszerzać. Trik polega na tym, że żeby ją poszerzyć trzeba ją opuścić i wejść w strefę dyskomfortu, bo tylko tam zdobywamy nowe doświadczenia i dzięki nim możemy się rozwijać. Jeżeli zatem chcesz się rozwijać musisz zacząć robić rzeczy, których do tej pory nie doświadczyłeś. Jest jednak pewien haczyk. Jeżeli za bardzo oddalisz się od strefy komfortu możesz wpaść w obszar, w którym nie będziesz w stanie kontrolować zdobywania doświadczenia – strefę paniki. Wtedy jest spora szansa, że doświadczenie będzie negatywne i w ekstremalnym przypadku mentalnie się pokaleczysz. Czytaj dalej …

Strzeż się zasady 80/20

Autorem artykułu jest Mariusz Kapusta


Zasada Pareto to chyba jedna z najmodniejszych reguł, którą bardzo często próbuje się zastosować nie do końca z godnie z przeznaczeniem. Pomysły na zastosowanie jej szczególnie na polu efektywności budzą mój gwałtowny sprzeciw.

Zasada głosi, że 20% przyczyn generuje 80% skutków, czyli np. pracując nad czymś prawdziwą wartość tworzysz tylko w 20% tego czasu (80%). Reszta jest już dużo mniej efektywna. Ta reguła sprawdza się chyba wszędzie z małymi odchyleniami: 20% ludzi posiada 80% bogactwa, 20% kierowców generuje 80% wypadków itd. itp. Daje do myślenia prawda? Gdyby tylko wiedzieć, które to jest te 20%, to możemy osiągnąć niesamowitą efektywność! Pomyśl tylko: 1 dzień to 80% pracy, 2 dni to 160%, a w ciągu tygodnia wykonasz aż 400%!!! Czyż to nie wspaniałe?

Byłoby, gdyby to nie była totalna BZDURA! Dlaczego? Bo nie ma możliwości, żeby określić te 20% przed wykonaniem danej czynności. Wszystkie analizy odbywają się post factum. Jeżeli robisz coś po raz pierwszy istnieje bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że utrafisz, które 20% jest tym właściwym. Ale załóżmy, że znamy tę zasadę i staramy się ją zastosować w praktyce. Proszę bardzo.

Z mojego doświadczenia wynika, że największe rezultaty w czasie spotkań biznesowych osiąga się w ostatnich dziesięciu minutach, kiedy podsumowujemy spotkanie. Praktyczne zastosowanie: zaczynaj spotkanie od podsumowania! Ćwiczenia siłowe: największy efekt daje ostatnie powtórzenie w ostatniej serii – rób tylko ostatnie powtórzenie! Efektywność gwarantowana! Istnieją po prostu czynności, które trzeba wykonać w pewnej sekwencji, żeby osiągnęły rezultat. Czytaj dalej …

Oddech to klucz do sukcesu

Autorem artykułu jest Ada Sagała


Oddychanie to jedna z tych rzeczy, która przychodzi nam tak naturalnie, że nawet o niej nie myślimy. Jest jak bicie serca, dzieje się poza naszą świadomością.
Dzięki temu możemy zajmować się tysiącami innych ważniejszych spraw. Czy jednak są w ogóle sprawy ważniejsze niż nasze oddychanie?

Zastanów się chwilę, czy bez oddechu byłbyś w stanie cokolwiek zdziałać? Nie. Odpowiedź jest bardzo prosta. Oddech jest jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu. To on utrzymuje nas przy życiu. Wystarczą 2 minuty bez oddechu, a przestajemy istnieć.
Może dlatego warto jest pomyśleć o oddechu chociaż kilka minut dziennie?
Jest jeszcze jeden powód. Otóż oddychając nieświadomie najczęściej oddychamy nieprawidłowo, to znaczy, że nie dostarczamy swojemu organizmowi wystarczającej dawki tlenu. Powoduje to niedotlenienie mózgu i bezpośrednio wpływa na wydajność naszej pracy. Pogorszenie pamięci, rozkojarzenie, chaotyczność i senność – to rezultat złego, zbyt płytkiego oddychania. Czytaj dalej …

Pokazywać czy nie pokazywać na co mnie stać

Autorem artykułu jest Mariusz Kapusta


Jakiś czas temu trafiłem na dyskusję, która pobudziła mnie dosyć mocno. Sam tytuł wątku był mocno kontrowersyjny „Nie pokazuj na co Cię stać bo nie zabłyśniesz” i przyznaję, adrenalina mi skoczyła. Możesz prześledzić dyskusję samodzielnie i wyrobić sobie własne zdanie, jeżeli chodzi to mnie to jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego podejścia z kilku powodów.

1. Strategia dawkowania wysiłku. Jak ze wszystkim twoja strategia będzie zależeć od tego co chcesz osiągnąć. Możesz faktycznie pójść drogą pracy na pół gwizdka, tak żeby mieć „rezerwę”, z której skorzystasz, gdy będzie to potrzebne. Czyli na co dzień stać Cię na więcej, ale Ty świadomie dostarczasz mniej, po to, żeby od czasu do czasu pokazać, że jednak coś więcej potrafisz i tym sposobem „zbierać punkty” u szefa. Moje zdanie? Zaprowadzi Cię to tylko i wyłącznie do zbudowania sobie wizerunku szarego pracownika, który miewa przebłyski. Nieważne, że będziesz o sobie myśleć „ja to dopiero mam potencjał, ale zachowuję go na prawdziwą okazję”. Skąd wiesz, że inni nie mają większego? Jak duże są twoje możliwości, jeżeli nigdy nie były wystawione na prawdziwą próbę, tylko stale znajdujesz się w strefie komfortu? Do czego prowadzi takie podejście długofalowo: nikt Cię nie zauważy, nigdy nie poznasz swoich możliwości, twoja wartość rynkowa będzie konsekwentnie spadać.

Podejście, w którym pokazujesz, na co Cię stać długoterminowo daje dużo większe korzyści. Uczysz się więcej niż „dekownicy”, poznajesz jakie są twoje granice i stale je poszerzasz, szanse tego, że ktoś pomyśli o Tobie przy awansie lub interesującym projekcie rosną. Istnieje tu ryzyko tego, że jeżeli nie będziesz się kontrolować możesz się wypalić, ale na to są sposoby. Czytaj dalej …

Zacznij pracować nad sobą.. Rozwijaj się !

Autorem artykułu jest Tobiasz Duda

Czy sądzisz, że będąc wykształconym człowiekiem po szkole średniej albo po studiach wiesz już wszystko? Jesteś w błędzie! Każdy okres w życiu jest dobry, aby móc się życiowo rozwijać. W życiu każdego człowieka przychodzi moment załamania, małej depresji. Po prostu czujemy, że nic w życiu nie jest w stanie nas już zaskoczyć nic nie sprawia nam przyjemności. Na pewno każdy przeżywał taką sytuacją bądź podobną.

Patrząc na życie studenta!
Człowiek ciężko pracuję, uczy się – bo nauka jakby nie patrzeć to ciężka harówka! W zależności od wybranego kierunku studiów i uczelni. Chociaż życie studenta przeplata się różnymi przyjemnościami związanymi z zabawami, ciągłymi imprezami itp. Człowiek ten kończy studia w ręku ma papier z wykształceniem wyższym i co dalej? Dobre pytanie. Najlepiej byłoby znaleźć pracę, aby mieć na potrzeby osobiste. Patrząc na Polskie realia mimo wykształcenia pracę jest ciężko znaleźć. Wielu studentów po wyższych szkołach nie może znaleźć pracy, siedzą w domach i są zdani wyłącznie na rodziców. I w tym momencie u takiego człowieka pojawiają się myśli o wyjeździe za granicę.