Nudny wykład – jak wytrzymać go bez zniesienia jajka?

Dodano Sierpień 3rd, 2008 do kategorii Pozytywne myślenie przez Anna Urban

autorem artykułu jest Andrzej Graca

***

Ponoć z uwagą słuchamy kogoś przez pierwszych piętnaście minut, potem nasza uwaga jest rozproszona. Mózg jest wtedy przeciążony. Nie potrafimy się skupić. A jak „mówca” przynudza, nie przerywa własnego wystąpienia w odpowiednim momencie czymś zabawnym, to wszyscy „śpią” i „modlą” się o rychłe zakończenie wykładu. A nie daj Boże, dla prowadzącego wykład, „błagają” o jakąś katastrofę, która zmiecie owego „nieszczęśnika” z powierzchni Ziemi, kończąc jego mizerny żywot na tym padole łez raz na zawsze.

Siedzieć na nudnym wykładzie, odczycie, czy spotkaniu przez dobrych parę godzin wymaga od jego uczestników nie lada odporności psychicznej. Zwłaszcza, jak takie „spotkanie” odbywa się wczesnym rankiem. Gdy „wystąpienie” jest nudnawe, człowieka słuchającego tegoż „wystąpienia” ogarniają krwiożercze myśli. Taki „wykładowca” uosabia najgorsze cechy rodzaju ludzkiego. Widzimy w nim „oprawcę”, który „pastwi się” nad nami, wykorzystując chwilową przewagę – on nas może w przyszłości oceniać, on dysponuje (teoretycznie) większą wiedzą, niż my. Bombardowani „- izmami” zastanawiamy się: „co ja, kurczę, tutaj robię?”, „dlaczego nie jestem na piwie w jakiejś knajpie?”, albo „będziesz tak dalej truł, kolego, to porysuję ci lakier na samochodzie”.
Czytaj dalej »

Twoja szczęśliwa myśl…

Dodano Marzec 18th, 2008 do kategorii Rozwój osobisty przez Anna Urban

Autorem artykułu jest Andrzej Graca

Oglądałeś może „Piotrusia Pana” w reżyserii Stevena Spielberga? Bohaterem filmu jest Piotruś Pan, który zapomniał o tym, kim wcześniej był naprawdę. A był kiedyś dzieckiem z bujną wyobraźnią. Piotruś Pan po prostu dorosnął. W filmie Spielberga jest facetem w średnim wieku, ma żonę, dwójkę dzieci. Prowadzi życie w ciągłym pędzie. Nie ma na nic czasu. Rodzinę widuje od święta. Kapitan Hak z Nibylandii, krainy wyobraźni, gdzie kiedyś Piotruś Pan, jako dziecko bywał, porywa mu dzieci. Nie będę streszczał całej akcji filmu. Pewnie znacie go, bo wiele razy był wyświetlany w telewizji.

Podoba mi się jeden moment w tym filmie, gdzie Piotruś Pan przypomina sobie, jak się lata. Bo drzewiej latał, jak mały bączek, tylko stając się dorosłym, zapomniał o tej, jakże pożytecznej umiejętności. Otóż jeden z bohaterów filmu podpowiada mu, żeby „chwycił się jakiejś szczęśliwej myśli”, bo tylko wtedy dawne umiejętności powrócą. Piotruś Pan myślał i myślał intensywnie, aż w końcu wymyślił! Jego „szczęśliwą myślą” było przecież posiadanie rodziny, własnych dzieci. Kiedy to sobie uświadomił, zaraz zaczął latać, jak F-16…

Może trochę to nie było tak w tym filmie, bo pamięć już u mnie nie ta, ale chodzi mi o samo sedno. Trzeba mieć w życiu jakąś szczęśliwą myśl, bo bez tego jest cholernie ciężko. Nie myśl, że próbuję uderzać tutaj w jakieś mentorskie tony. Oczywiście „rodzina” może być jedną z wielu takich „szczęśliwych myśli”. Wszystko zależy od tego, kto, jakim jest człowiekiem…

Czytaj dalej »

Strona 1 z 11