Plan B. Czy służy Ci tak, jak powinien?
Autor: Patrycja Dzikołowska

O wiele łatwiejsze do zdobycia wydaje się to, co wymaga mniejszego wysiłku, oraz przynosi szybsze efekty. Coś takiego jest jednak w zasięgu nieomal każdego, więc i kolejka oczekujących jest długa.
Plany, plany, plany. Wielkie plany i małe plany. Te na pewno i te na wszelki wypadek. Wypadek, w trakcie realizacji pierwotnych zamierzeń.
Przezorny, zawsze ubezpieczony powtarzamy sobie w myśli i snujemy plan awaryjny. Plan B.
B, jak bezpieczeństwo. B, jak… bzdura!
Dlaczego? Ustalanie planu awaryjnego wymaga takiego samego wysiłku, o ile nie większego, co tworzenie planu głównego. Poświęcanie czasu i energii na zakładanie klęski, wręcz jej planowanie, rozmija się z obranym celem. Podświadomie zaczynamy obniżać poprzeczkę własnych oczekiwań.
Tworzenie planu awaryjnego jest tworzeniem poduszki bezpieczeństwa, na którą możemy spaść w przypadku, gdy omsknie nam się noga w drodze na szczyt. Tyle tylko, że aby tak się stało, żebyśmy mogli pośliznąć się na drodze ku wielkości, musimy nią podążać. Mając jednak opracowany plan B, oparty na poczuciu bezpieczeństwa zbudowanym z rozsądnych (przyziemnych?) rozwiązań, łatwo o tym zapomnieć.
Czasami to, co łatwe okazuje się wyjątkowo trudne do osiągnięcia, co dodatkowo powoduje frustrację z takiego obrotu sprawy. Łatwe cele są bardziej realne, przez co wydają się bezpieczne. Bezpieczeństwo, to coś, czego pragnie każdy. A to oznacza wyjątkowo silną konkurencję.
Wielkie cele, wyzwania i plany tak śmiałe, że serce wali jak oszalałe na samą myśl o początku pracy nad nimi. Nie ma czasu na snucie planów bezpieczeństwa, które w zetknięciu z rzeczywistością okazują się iluzją. Szkoda tracić energię na wykonywanie pracy, z której efektów nie zechce się nigdy skorzystać. Całą energię poświęca się realizacji jednego, jedynego zamierzenia.
Wszystko inne przestaje się liczyć. Nawet bezpieczny plan B.
—
Patrycja „Marzenia Lenia” Dzikołowska
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl






Pozytywne myślenie jest dla ludzi odważnych
sie 18, 2011 @ 14:05:24
Hej,
bardzo ciekwa koncepcja – nie mieć planu awaryjnego. Nieco mija się ona z tym, co myślę.
Napisałaś „Tyle tylko, że aby tak się stało, żebyśmy mogli pośliznąć się na drodze ku wielkości, musimy nią [w sensie złą ścieżką] podążać”.
Tak się zastanawiam, czy aby na pewno możemy przewidzieć to, jak będzie przebiegać nasza ścieżka? To znaczy, jesteśmy w stanie zaplanować ściezkę „idealną” i podpiąć pod nią cele i konkretne działania, jednak wydaje mi się, że nawet najbardziej dokładny plan w pewnym stopniu minie się z rzeczywistością, która na nas czeka.
Według mnie świat jest zbyt skomplikowany, a zależności w nim będące zbyt złożone, abyśmy mogli dokładnie przewidzieć, że podążanie „dobrą” ścieżką będzie nam dane – przez co ja wolę rozważać możliwość tego, że coś się może schrzanić i przygotować (choćby w głowie) swego rodzaju „Plan B”.
Niemniej jednak, aby była jasność, moim zdaniem nastawianie się na to, że coś pójdzie nie tak może sprawić, że z mniejszą energią podejmiemy działania.
Dlatego czasem warto poddać się energii spontaniczności, bo tylko wyjście ze strefy komfortu może zapewnić nam rozwój.
Jednak od siebie polecam mieć Plan B i w umyśle nie traktować go jako coś „gorszego” lub „złego” – po prostu, kolejny pomysł na ewentualne zdarzenia, jakie może przynieśc przyszłość – której przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć
Pozdrawiam,
Bartosz Jezierski
sie 18, 2011 @ 17:14:14
A mnie zastanawia fakt, czy w ogóle należy podchodzić do działania z planem awaryjnym. To trochę tak, jakby z góry zakładało się porażkę. A wiadomo, zgodnie z prawem przyciągania, skoro przewidujesz porażkę, to najpewniej ją przyciągniesz
Pozdrawiam
Ania Urban
wrz 04, 2011 @ 23:37:27
Prawo Przyciąganie- ludzie wierzą w horoskopy, ale nie na
dźwięk tych słów parskają śmiechem. Trochę jakby nie widzieli zależności pomiędzy naciskaniem gazu w samochodzie a przyśpieszaniem.
Czy działanie wymaga planu awaryjnego?
Jeżeli wychodzi się poza schematy samemu wyznacza się ścieżki.
Oznacza to, że ktoś ma wielkie marzenia i chce się poświecić
ich realizacji. Ludzie zdolni do podjęcia takich działań nie potrzebują sporządzonego na zapas planu awaryjnego, bo wiedzą, że tam dokąd zmierzają nie znajdzie on zastosowania.
Pozdrawiam
wrz 04, 2011 @ 23:18:18
Witam Bartosz
Pisząc o poślizgu na drodze do wielkości nie miałam na myśli, że obraliśmy złą drogę. Raczej to, że planowanie czasami przykuwa nadmiernie naszą uwagę odwracając ją od działania.
Nie jestem przeciwniczką planowania- co to to, to nie. Bez odpowiedniego planu nadal bym powolnie umierała w ostatniej pracy;-) Plany awaryjne w zdecydowanej jednak większości są pułapką,
którą ludzie zastawiają na siebie samych.
Wspomniałeś o tym, by traktować Plan B jako „kolejny pomysł na ewentualne zdarzenia, jakie może przynieść przyszłość – której przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć”- to jest
świetne podejście, które charakteryzuje ludzi świadomych, pewnych siebie, elastycznych i kreatywnych.
Wiem jednak, że zdecydowana większość ludzi nie traktuje planów awaryjnych w ten sposób. A szkoda!
Pozdrawiam