Rozwój osobisty

Pokazywać czy nie pokazywać na co mnie stać


Autorem artykułu jest Mariusz Kapusta


Jakiś czas temu trafiłem na dyskusję, która pobudziła mnie dosyć mocno. Sam tytuł wątku był mocno kontrowersyjny „Nie pokazuj na co Cię stać bo nie zabłyśniesz” i przyznaję, adrenalina mi skoczyła. Możesz prześledzić dyskusję samodzielnie i wyrobić sobie własne zdanie, jeżeli chodzi to mnie to jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego podejścia z kilku powodów.

1. Strategia dawkowania wysiłku. Jak ze wszystkim twoja strategia będzie zależeć od tego co chcesz osiągnąć. Możesz faktycznie pójść drogą pracy na pół gwizdka, tak żeby mieć „rezerwę”, z której skorzystasz, gdy będzie to potrzebne. Czyli na co dzień stać Cię na więcej, ale Ty świadomie dostarczasz mniej, po to, żeby od czasu do czasu pokazać, że jednak coś więcej potrafisz i tym sposobem „zbierać punkty” u szefa. Moje zdanie? Zaprowadzi Cię to tylko i wyłącznie do zbudowania sobie wizerunku szarego pracownika, który miewa przebłyski. Nieważne, że będziesz o sobie myśleć „ja to dopiero mam potencjał, ale zachowuję go na prawdziwą okazję”. Skąd wiesz, że inni nie mają większego? Jak duże są twoje możliwości, jeżeli nigdy nie były wystawione na prawdziwą próbę, tylko stale znajdujesz się w strefie komfortu? Do czego prowadzi takie podejście długofalowo: nikt Cię nie zauważy, nigdy nie poznasz swoich możliwości, twoja wartość rynkowa będzie konsekwentnie spadać.

Podejście, w którym pokazujesz, na co Cię stać długoterminowo daje dużo większe korzyści. Uczysz się więcej niż „dekownicy”, poznajesz jakie są twoje granice i stale je poszerzasz, szanse tego, że ktoś pomyśli o Tobie przy awansie lub interesującym projekcie rosną. Istnieje tu ryzyko tego, że jeżeli nie będziesz się kontrolować możesz się wypalić, ale na to są sposoby. Czytaj dalej …

O strefie komfortu i innych czynnikach sukcesu


Autorem artykułu jest Beata Markowska

CENA SUKCESU

Sukces przychodzi jednym łatwiej innym trudniej, ale wszyscy, którzy sięgnęli po sukces musieli w swoim czasie wyjść poza swoją strefę komfortu. Może nie do końca afiszowali się z tym przed światem, ale jeszcze nikt nie zrobił kariery taplając się w ciepłym bagienku.

To jest cena sukcesu. Jak jest ona wysoka zależy tylko od ciebie. To czy będziesz trząsł portkami, czy potraktujesz wyzwanie jako immanentną część projektu i przejdziesz nad nim do porządku rzeczy zależy przede wszystkim od tego czy w przeszłości rodzina wspierała twoje samodzielne próby poznawania świata. Jeśli tak, to pewnie wychodzenie ze strefy komfortu nie jest dla ciebie przełomem. Wszędzie czujesz się bezpiecznie. Co więcej, dreszczyk emocji działa na ciebie stymulująco. Natomiast, jeśli jako dziecko często słyszałeś krzyki rodziców, żywiono cię nakazami i zakazami, krytykowano – spodziewaj się, że nie będzie łatwo. Na pociechę dodam, że im trudniej coś osiągnąć, tym wartość dokonań większa.

W momencie podjęcia decyzji o wyjściu poza swój bezpieczny świat, musisz zrobić jeszcze jedną rzecz: zaakceptować swój strach. Strach ten automatycznie budzi się w nas, kiedy zdamy sobie sprawę z faktu, że za chwilę opuścimy nasze komfortowe podwórko. I tu jest pies pogrzebany. Pracujemy nad strefą komfortu przez lata. Wszyscy chcemy się czuć kochani, szanowani … A tu nagle nasz emocjonalny dorobek trzeba porzucić i wkroczyć na wielce niepewny teren. Niewielu się na to zdobywa. Jednak marzenia czasem są silniejsze niż nasze przywiązanie do wygody i zdobytej pozycji społecznej.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o wyjściu ze sfery komfortu wydawało mi się, że to nic prostszego. Wielkie mi halo, zrobić coś, czego wcześniej nie robiłam. I o tym pani pisze pracę? Że niby to jakieś wyzwanie? Koń by się uśmiał!. Czytaj dalej …

Gdybym miał więcej odwagi, byłbym Kimś

Autorem artykułu jest Beata Markowska

Spojrzałem wstecz na moje życie.

Gdybym miał więcej odwagi, byłbym Kimś.

Mogłem zostać wziętym adwokatem, ale wystraszyłem się, że zamiast tego będę kiepskim adwokatem. Nie czułem, że jest to powołanie, przestraszyłem się wyścigu szczurów, wycofałem się. Moi znajomi zarabiają teraz krocie, są uznanymi autorytetami, a ja niedawno zwolniłem się ze znienawidzonej pracy i nie mam pomysłu na to, co ze sobą zrobić. Pytacie, czy nie żałuję? A i owszem. Jak cholera!

Żałuję, że nie jestem ustawiony, że ciągle borykam się z finansami, że nie mogę lekką ręką wydać 2.000 zł na zakupy (w szczególności moja żona tego żałuje). Żałuję, że nie mam domu z piękną działką i wypasionego samochodu. Ale nie cofnę 15 lat mojego życia. Nie da się. Mogę rzucać fakami, pluć sobie w twarz – za późno. Zresztą ten okres w moim życiu, kiedy obwiniałem się i zarzucałem skrajną głupotę już minął. Potem był czas, kiedy zarzucałem sobie tchórzostwo. Właściwie jeszcze w nim tkwię. Stąd tytuł felietonu oraz inspiracja do jego napisania.

Odkrywam w sobie pokłady strachu. Powoli zaczynam go oswajać. Nie oznacza to, że przestaję się bać. Skądże znowu. Boję się tak samo. Sęk w tym, że zacząłem od obserwacji mojego stracha a skończyłem na zadzierzgnięciu z nim pewnej komitywy. Jeszcze jesteśmy na „Pan”, ale liczę, że w najbliższej przyszłości jakiś bruderszaft się trafi. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować klasykę filmową: „Myślę, że to początek pięknej przyjaźni” (Casablanca) Czytaj dalej …

Jakby to było gdybyś mogła łatwo w swoim życiu wprowadzić zmianę??

Autorem artykułu jest Sylwia Rogala

Wyobraź sobie tylko na chwilę jakby to było gdybyś …przeszła na nową dietę („to tyle wyrzeczeń?”) – znalazła czas dla siebie („fajna teoria, ale w moim życiu to niemożliwe!”) – nauczyła się nowego języka („może kiedyś..”) … . wstawała wcześniej rano? („przecież ta godzina jest taka cudowna!”) … zmieniła pracę… zapisała się na siłownie… a może jeszcze coś bardziej Twojego?
Obojętnie od rodzaju rzeczy mam specjalnie dla Ciebie technikę rozwoju osobistego którą sama przetestowałam i teraz z pełną satysfakcją mogę polecać ją dalej. Pisałam już że nawyk tworzy się przez 21 dni. Teraz chciałabym Ci przedstawić fantastyczny i genialnie prosty pomysł, który pozwala na ugruntowanie tej zmiany.
28 dni – bo tyle razy musimy przedreptać jakąś ścieżkę w naszym umyśle aby zapisał się nowy „program”. I o tyle Cię proszę: cokolwiek chcesz zrobić, zmienić czy ulepszysz zrób to tylko na 28 dni, ale rób to CODZIENNIE. Oczywiście wymaga to również mobilizacji, i przełamania początkowego lenistwa, zauważ jednak o ile prostsze jest to przy założeniu że po tych 28 dniach możesz wrócić do starego nawyku. Zmobilizuj się, sprawdź i zobacz co się stanie..
Czytaj dalej …

Jak opornik to opornik… – dlaczego czytać książki?

Autorem artykułu jest Tomek Urban

Gdzieś już dawno wyczytałem taką historyjkę, nie pamiętam tytułu książki – to było w czytelni (w każdym razie książką miała czerwoną okładkę). A historyjka była króciutka i dała mi wiele do myślenia, na temat mojego zachowania.

Oto historyjka:

Ojciec z synem próbują zaprowadzić krowę do stodoły. Jeden ciągnie z przodu, drugi pcha z tyłu… nie da się. Mimo, że to jest krowa to jest uparta jak osioł, non-top stawia opór – nie przesunęła się ani na krok. Nie wejdzie na siłę do obory.

Po kilkudziesięciu minutach zmagań, z próbą wprowadzenia na siłę krowy do obory… zrezygnowali, zdecydowali zaprowadzić krowę gdzie indziej w drugą stronę.

Syn zaczął ciągnąć krowę w drugą stronę i co się okazało?

Okazało się, że krowa nadal stawia opór, tylko w drugą stronę i tym razem opór ten zaprowadził ją wprost do obory!

Czytaj dalej …

Siła pozytywnego myślenia

Autorem artykułu jest Sylwia Rogala

Czy zastanawiałeś i zastanawiałaś się kiedyś jak to jest, że niektórym ludziom jest tak „łatwo” podejmować decyzje i iść przez życie, bo wszystko im się układa jakby nad nimi czuwała jakaś magiczna gwiazda?

Nawet jeśli część z was nie zgodzi się początkowo ze mną, odpowiedź jest prosta. To siła pozytywnego myślenia sprawia, że w ich życiu pojawiają się takie a nie inne wydarzenia. Dlaczego?

Po pierwsze optymiści mają w życiu dużo prościej. Nie dostrzegają negatywnych zdarzeń w drodze do swojego celu, nie trafiają więc jako porażki do ich świadomości. Dzięki temu wokół siebie mają dużo więcej przyjaznych im ludzi, co sprawia że szybciej i sprawniej przeskakują kolejne etapy swoich zadań – zarówno zawodowych jak i prywatnych. Można powiedzieć, że w ich słowniku słowo „problem” zamienione zostało na „nowe wyzwanie”. Zauważ, że z takim podejściem zupełnie inaczej można załatwić każdą sprawę. Niestety, przyjęło się że Polacy to naród malkontentów. Wydaje się to być prawdą, gdyż ciągle skupiamy się na tym co się na nie udało. Generalnie szklanka jest dla nas raczej do połowy pusta, niż pełna. Uwielbiamy narzekać, czy jednak kiedyś zastanowiliśmy się co mamy z tego narzekania? Gdy nauczymy się skupiać naszą uwagę, na tym co pozytywnego zdarzyło się w naszym życiu, takie właśnie zdarzenia zaczną do nas powracać. Jeśli skupiamy się na negatywnych, ciągle takie przyciągamy do siebie. Możliwe że pamiętasz dzień kiedy od rano przypadkowo rozbitej szklanki pociągnął się cały sznurek negatywnych wydarzeń? ..coś w tym jest.

Czytaj dalej …

Twoja szczęśliwa myśl…

Autorem artykułu jest Andrzej Graca

Oglądałeś może „Piotrusia Pana” w reżyserii Stevena Spielberga? Bohaterem filmu jest Piotruś Pan, który zapomniał o tym, kim wcześniej był naprawdę. A był kiedyś dzieckiem z bujną wyobraźnią. Piotruś Pan po prostu dorosnął. W filmie Spielberga jest facetem w średnim wieku, ma żonę, dwójkę dzieci. Prowadzi życie w ciągłym pędzie. Nie ma na nic czasu. Rodzinę widuje od święta. Kapitan Hak z Nibylandii, krainy wyobraźni, gdzie kiedyś Piotruś Pan, jako dziecko bywał, porywa mu dzieci. Nie będę streszczał całej akcji filmu. Pewnie znacie go, bo wiele razy był wyświetlany w telewizji.

Podoba mi się jeden moment w tym filmie, gdzie Piotruś Pan przypomina sobie, jak się lata. Bo drzewiej latał, jak mały bączek, tylko stając się dorosłym, zapomniał o tej, jakże pożytecznej umiejętności. Otóż jeden z bohaterów filmu podpowiada mu, żeby „chwycił się jakiejś szczęśliwej myśli”, bo tylko wtedy dawne umiejętności powrócą. Piotruś Pan myślał i myślał intensywnie, aż w końcu wymyślił! Jego „szczęśliwą myślą” było przecież posiadanie rodziny, własnych dzieci. Kiedy to sobie uświadomił, zaraz zaczął latać, jak F-16…

Może trochę to nie było tak w tym filmie, bo pamięć już u mnie nie ta, ale chodzi mi o samo sedno. Trzeba mieć w życiu jakąś szczęśliwą myśl, bo bez tego jest cholernie ciężko. Nie myśl, że próbuję uderzać tutaj w jakieś mentorskie tony. Oczywiście „rodzina” może być jedną z wielu takich „szczęśliwych myśli”. Wszystko zależy od tego, kto, jakim jest człowiekiem…

Czytaj dalej …

Zacznij pracować nad sobą.. Rozwijaj się !

Autorem artykułu jest Tobiasz Duda

Czy sądzisz, że będąc wykształconym człowiekiem po szkole średniej albo po studiach wiesz już wszystko? Jesteś w błędzie! Każdy okres w życiu jest dobry, aby móc się życiowo rozwijać. W życiu każdego człowieka przychodzi moment załamania, małej depresji. Po prostu czujemy, że nic w życiu nie jest w stanie nas już zaskoczyć nic nie sprawia nam przyjemności. Na pewno każdy przeżywał taką sytuacją bądź podobną.

Patrząc na życie studenta!
Człowiek ciężko pracuję, uczy się – bo nauka jakby nie patrzeć to ciężka harówka! W zależności od wybranego kierunku studiów i uczelni. Chociaż życie studenta przeplata się różnymi przyjemnościami związanymi z zabawami, ciągłymi imprezami itp. Człowiek ten kończy studia w ręku ma papier z wykształceniem wyższym i co dalej? Dobre pytanie. Najlepiej byłoby znaleźć pracę, aby mieć na potrzeby osobiste. Patrząc na Polskie realia mimo wykształcenia pracę jest ciężko znaleźć. Wielu studentów po wyższych szkołach nie może znaleźć pracy, siedzą w domach i są zdani wyłącznie na rodziców. I w tym momencie u takiego człowieka pojawiają się myśli o wyjeździe za granicę.