czerwca 13th, 2010 | Anna Urban, Artykuły wg autorów, Artykuły wg tematów, Sekret | No Comments
Jeśli poznałeś już SEKRET, czyli prawo przyciągania, i chciałeś z niego skorzystać praktycznie, mogło Cię spotkać pewne rozczarowanie. Chciałeś np. przyciągnąć “swoją drugą połowę”. I co? Nie wyszło tak jak chciałeś? Pragnąłeś przyciągnąć konkretną osobę, którą już znasz (może tylko z widzenia, ale znasz), bo Ci się spodobała/spodobał. A jej bądź jego nie przyciągnąłeś. Więc czujesz rozczarowanie i mówisz, że całe to prawo przyciągania nie działa, że to jedna wielka bzdura dla naiwnych.
Musisz jednak zrozumieć, że to tak nie działa. Prawo przyciągania polega na tym, że możesz przyciągnąć do swojego życia tylko takie rzeczy, które będą dla Ciebie najlepsze. Jeśli marzysz o przyciągnięciu wymarzonego partnera, ale czegokolwiek innego, np jakiejś rzeczy - wyobrażaj sobie raczej cechy, zewnętrzne, wewnętrzne. Skupiaj się bardziej właśnie na tych cechach, które są dla Ciebie ważne, a nie na konkretnej osobie.
Dlaczego?
Bo tak naprawdę nie wiesz, czy konkretna osoba, czy rzecz którą chcesz przyciągnąć - jest tą najlepszą dla Ciebie. Na pierwszy “rzut oka” może się wydawać, że to Twoje największe marzenie, ale rzeczywistość mogłaby Cię bardzo rozczarować. Na tym właśnie polega piękno sekretu. Nie dostaniesz niczego, co mogłoby Ci zaszkodzić, a tylko to, co będzie dla Ciebie dobre.
Stąd, stosując prawo przyciągania nie należy się bać, czy przyciągniemy “tę” osobę. Jest to częsty “problem” osób, które chcą stosować prawo przyciągania, ale boją się, że nie przyciągną. Innymi słowy nawet nie spróbują w obawie przed rozczarowaniem. Moim zdaniem jeśli nie “przyciągnęło się” tego czegoś konkretnego, to znaczy, że nie było to dla nas najlepsze, choć sami o tym nie wiedzieliśmy. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i spróbować z czymś innym.
W moim przypadku, było to nowe łóżko. Nie wybrałam konkretnego modelu, ale myślałam o tym, jak powinno być wygodne, jak dobrze mi się w nim śpi, jak ładnie wygląda w moim pokoju. Problemem były pieniądze, ale prawo przyciągania zadziałało i w dość krótkim czasie udało mi się uzbierać pewną kwotę. Moja siostra zaproponowała mi wypad do sklepu, w którym jak się okazało był także dział meblowy. Tam znalazłam to swoje wymarzone łóżko i to w dobrej cenie.
Podobnie postępowałam z komputerem (bo stary już odmówił posłuszeństwa). W rezultacie kupiłam komputer jeszcze lepszy niż ten, o którym myślałam. A to wszystko dzięki zastosowaniu trzech prostych zasad SEKRETU:
- Poproś
- Uwierz
- Otrzymaj
Spełnienia marzeń
lutego 20th, 2010 | Anna Urban, Artykuły wg autorów, Artykuły wg tematów, osiąganie celów | No Comments
Pewnie miałeś/miałaś już tak nie raz. Coś sobie postanowiłeś/postanowiłaś i przez długi czas udawało Ci się dotrzymać sobie “obietnicy” dotrwania do końca. A potem nadszedł ten dzień - może był bardziej męczące niż inne, może bardziej stresujący, albo poczułeś/poczułaś, że łamie Cię w “kościach”. I mówisz sobie, dzisiaj sobie odpuszczę, a jutro znowu wrócę do działania.
Niestety - zwłaszcza jeśli jesteś “początkującym/początkującą” - to najgorsze co możesz zrobić. I mówię to z własnego doświadczenia. Jeśli teraz przerwiesz choć na jeden dzień - to bardzo trudno będzie ci powrócić. Wiesz dlaczego? Bo następnego dnia będzie ci łatwiej znaleźć kolejną wymówkę, kolejnego dnia jeszcze inną - a im dłuższa przerwa, tym trudniej powrócić do realizacji swojego zamierzenia.
Jak więc sobie z tym poradzić? Ja poradziłam sobie, dzięki technice “Jak zjeść słonia”. Na czym to polega? Od jakiegoś czasu ćwiczę (to jedno z moich noworocznych postanowień) 30 minut codziennie. Mam 30 minutowy program, który nazywa się HIP HOP ABS. Ciekawy, rytmiczny i dobrze prowadzony. Zdarzają mi się jednak dni, kiedy mi się totalnie nie chce. Jestem zmęczona i jedyne na co mam ochotę to się położyć i co najmniej zdrzemnąć, a nie wysilać się w ćwiczeniach fizycznych. Mówię sobie wtedy wytrzymaj choć minutę i włączam program. Po następnej minucie, mówię sobie znowu, wytrzymaj jeszcze jedną minutę. Czemu akurat minuta? Bo to trwa chwilę i jest mi łatwiej. Odliczając w ten sposób swoje minuty - nie wiadomo kiedy kończę swoje ćwiczenia … w całości, czyli “zjadam swojego słonia po małym kawałku”.
Ta metoda jest skuteczna. Przetestuj ją na sobie i zobaczysz, że daje świetne rezultaty.
Nie zawsze dzielę swoje 30 minut na poszczególne minuty, czasem - kiedy mam więcej cierpliwości - dzielę na poszczególne zespoły ćwiczeń. Wszystko zależy od okoliczności i samopoczucia. Najważniejsze to zacząć, a potem to już jakoś tak samo idzie
Oczywiście, nie w każdej sytuacji da się to zastosować w opisany sposób, ale przy pewnych modyfikacjach - w wielu sytuacjach może być stosowana.
Wszystko zależy od Ciebie
Pozdrawiam i życzę sukcesów.
stycznia 13th, 2010 | Anna Urban, Artykuły wg autorów, Artykuły wg tematów, Inspirujące, ebooki, osiąganie celów | 1 Comment
Czytając kolejnego ;) ebooka, tym razem pod skromnym tytułem “Zamieniaj marzenia w realne wydarzenia“, już na wstępie natknęłam się na ciekawą rzecz, wartą zauważenia. Pozwól, że zacytuję:
Kiedy przystępujemy do działania z nadzieją na sukces, powinniśmy myśleć przede wszystkim o efekcie. O tym, co jest dla nas najważniejszym celem. To taka właśnie postawa każe dziecku przez cały dzień budować na plaży zamek z piasku, nawet kiedy inne dzieci zachęcają go do gry w piłkę albo do wspólnej kąpieli. Widzi swój zamek i wytrwale go buduje, co rusz urozmaicając go o nowe fascynujące i coraz bardziej czarowne elementy. Skupia się na celu i w dodatku potrafi go na bieżąco rozwijać i czynić coraz bardziej atrakcyjnym.
Wszyscy wiemy, jakie są dzieci. Uczą się szybko, nie boją się niczego (jeszcze), prą naprzód odkrywając świat.
Osoba, która skupia się na procesie, widzi przede wszystkim problemy. To dlatego tak trudno dorosłego namówić, by razem z dziećmi budował zamki z piasku. Oni wiedzą, że to będzie długo trwało. Że się pobrudzą. Że być może część zbudowanych ścian się zawali. Że trzeba będzie biegać do morza po wodę, aby uzupełnić fosę, a woda i tak natychmiast wsiąknie w piasek. A poza tym i tak nie wezmą tego zamku ze sobą. A w dodatku na koniec i tak się przecież wszystko w całości zawali. I nie budują. Żeby nie tracić niepotrzebnie czasu. Czy nie lepiej przeznaczyć go na leżenie i prażenie się na słońcu? Albo na krótką drzemkę? Albo na inne nierobienie niczego?
Gdzieś po drodze z dzieciństwa do dorosłości, gumy prawdziwych siebie. Jako dorośli - w przeciwieństwie do dzieci - przestajemy działać, a dużo rozmyślamy o tym, dlaczego działać nie powinniśmy. Wolimy np. odpocząć przed telewizorem - człowiekowi przecież potrzebny jest wypoczynek - wciąż się trąbi o tym, że nie należy się przepracowywać. Mam się uczyć? - jestem na to już za stary/stara. Strać się w pracy? - a po co, żeby mój szef za dużo za mnie zarobił. Można wymieniać tak w nieskończoność. A potem mówimy o tych, co osiągnęli sukces, realizując swoje marzenia - “Ten, to miał w życiu szczęście”. Nie zdajemy sobie sprawy, że moglibyśmy być na miejscu “tych szczęściarzy”, gdybyśmy potrafili - choć od czasu do czasu - zrezygnować z krótkotrwałych przyjemności, na rzecz działań, które być może nie dadzą natychmiastowych efektów, ale w przyszłości pozwolą zamienić nasze marzenia w realne wydarzenia.
I na koniec jeszcze jeden cytat:
Pesymiści mówią, że marzenia się nie spełniają. Nie spełniają się te marzenia, których nie traktujemy jako cel, który rzeczywiście chcemy osiągnąć. Nie spełniają się te marzenia, które traktujemy jedynie jako emocje, a nie rzeczywiste spełnienie. Nie spełniają się te marzenia, którym nie poświęcamy wystarczająco dużo czasu i osobistego zaangażowania. Wstańmy z ręcznika. Uklęknijmy na piasku. Zacznijmy budować nasz zamek.
Chcesz też tego spróbować - zajrzyj do ebooka Zamieniaj marzenia w realne wydarzenia.